poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Urywek trzeci

Otwierając oczy obserwowałam pokój w którym się obudziłam. Rozglądałam się ostrożnie, i szybko zauważyłam rękę obejmującą moją talię.
-O cholera.- pomyślałam.
Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Goetze, leżącego bez żadnych ubrań, obejmującego mnie w pasie.
Spojrzałałam na niego. W jednej chwili miałam ochotę przytulić się do jego szyi, a z drugiej strony miałam ochotę dać mu w twarz, i uciec. Nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego.
Ubrałam na siebie wczorajsze ubrania i cicho płakałam pod drzwiami łazienki.
Liczyłam,że uda mi się szybko wyjść z pomieszczenia i, że Mario nie będzie pamiętał niczego z imprezy.
Na moje nieszczęście chłopak wstał szybciej niż myślałam, i nie zdążyłam uciec.
Bawarczyk szybko ubrał spodnie, i usiadł koło mnie.
-Jeżeli powiedziałem coś w złym tonie, lub zrobiłem coś nie po twojej myśli, to przepraszam. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. Słyszysz? Nie zrobiłaś niczego złego. - wyszeptał cicho brunet.
Odsunęłam głowę od jego szyi, i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek, który chłopak szybko odwzajemnił.
-Chodź, jedziemy do mnie.

Krótką chwilę później obydwoje siedzieliśmy w kuchni. Ubrałam na siebie bluzę piłkarza, i poprosiłam go o kubek ciepłej herbaty. Co chwila zerkałam na niego, i na kubek wrzącego napoju.
-Przepraszam....Nie powinnam.-rzekłam wpatrując się w ziemię.
-Czemu? Nie rozumiem.-zapytał zdezorientowany piłkarz.
-Wczoraj pijana omal nie ucałowałam Cię na śmierć, a dzisiejszego ranka nie mogłam na Ciebie patrzeć. Zachowałam się jak dziwka, czego tu nie rozumieć?
-Przystań. Wiem, że ta cała sytuacja Cię przerosła. Nie wracaj do domu i zostań tutaj,narazie na kilka dni, a potem się zobaczy.
Nawet nie odmawiałam, on miał rację.
Ta sytuacja mnie przerosła,więc musiałam sobie z nią poradzić.
Gotze najwyraźniej był zdolny dla mnie do wszystkich poświęceń, więc ja też będę.
-Chodź napij się ze mną, przejdzie Ci.-rzucił zdezorientowany Goetze.
-Nie mam ochoty,nie mogę.-westchnęłam.
Długo staliśmy w ciszy, żadne z nas nie złożyć żadnego zdania, i zadać go do siebie. Stałam blisko Mario, jednak nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Patrzyłam się na niego z miną bezdomnego psa, ciężko wzdychając.
Jemu prawdopodobnie słowa także nie  chciały złożyć się w żadną całość. Obserwował szklankę z napojem, nawet na mnie nie spójrzał.

-Mario, jesteś szczęśliwy? -zapytałam ciężko.
-Czy jestem? To chyba najgłupsze pytanie jakie mogłaś zadać. Jestem zadowolony,że się do mnie przekonałaś. To miłe, że jestem jedynym Niemcem, na którego nie patrzysz z wyrzutem. Ujmę to tak, może nie szczęśliwy, a zadowolony. Na szczęście przyjdzie jeszcze czas.
A ty, jesteś szczęśliwa, albo chociaż zadowolona?-zapytał bawarczyk rzucając mi ciężkie spojrzenie.
-Co ja Ci mogę powiedzieć? Musiałam wyjeżdżać, moja mama nie żyje, mój brat to największy melepeta tego świata, nawaliłam się jak dzika, i przespałam się z Tobą...Moje życie to jeden wielki zbiór porażek, które nie mają końca. Z czego ja mam być szczęśliwa?!
-Skoro uważasz, że całe twoje życie to seria porażek, to w takim razie to, co dzieje się między nami także jest jedną z porażek twojego życia?- warknął z niesmakiem piłkarz.
-To nie tak miało zabrzmieć,Mario.
Nasze sporkanie było jedynym pozytywnym aspektem mojego życia.-wybełkotałam.
-Właśnie,było....im szybciej się zaczęło,tym szybciej się skończy. Nie sądzisz?- zapytał.
-Nie łap mnie za słówka, Mario.
Doskonale wiesz,że nie jest tak jak mówisz.
Kompletnie nie masz racji. Jestem bardzo zadowolona,że mogłam spędzić z Tobą chwilę swojego życia.
Nic nie mówił. Stał w miejscu i chwilami zerkał na mnie. Jego twarz była bardzo skamieniała, nie wyrażała żadnych uczuć. Dalej trzymał w dłoni szklankę,teraz wydawała mu się prawie wypadać. Spuściłam głowę i podeszłam do balkonu. Nad Monachium pojawiły się ciemne chmury i deszcz. Cóż za ironia losu. Patrzyłam na chmury, z których gwałtownie spadały krople deszczu. Tak samo zachowywały się moje oczy.
Gwałtownie wyrzucały łzę za łzą.

-Jasna cholera! Nie powiesz niczego?! Dalej będziesz tak stał jak zamrożony?-krzyknęłam odwracając się w stronę klubowej 19-nastki.
-Skoro ja mam nie łapać Cię za słówka,to ty nie łap mnie za sercę.-rzekł Mario upuszczając szklankę na ziemię.
Odłamki szkła porozpadały się na całą kuchnię, natomiast Goetze szybko opuścił dom.
Zostałam w nim tylko ja,moje łzy i rozbita szklanka, podobnie jak moje serce.

środa, 1 kwietnia 2015

Urywek drugi

-Czy co zrobię?
-Czy się ze mną umówisz, bardzo mi się spodobałaś.....Wiesz? -zapytał niepewny Mario.
-Przecież ja wykrzyczałam Ci w twarz, że jesteś dupkiem,a ty chcesz.....
-Chcę.Bardzo.
-Jak mam z Tobą gdziekolwiek iść, skoro nienawidzę całych Niemiec?
-O nic się nie martw. Po prostu się zgódź.
-W sumie nie mam nić do stracenia, dobrze Mario.
-Idziemy?
-Idziemy?

Pożegnałam się z Manu i razem z Goetze poszliśmy uliczkami niemieckiego miasta. Patrząc na wszystkie bawarskie sklepiki i uliczki miałam coraz większe wrażenie, że zrobiłam wielką głupotę umawiając się z Mario.
Początkowo gdy na niego patrzyłam widziałam w nim kawał faszystowskiego chłopa. Nie mogłam patrzeć mu prosto w oczy- nie mogłam zakochać się w Niemcu. Chodziliśmy po różnych sklepach, parkach, jednak w żadnym w tych miejsc nie czułam się dobrze.
Liczyłam, że pomimo mojego oschłego zachowania Mario pomoże mi zmienić zdanie na temat tego kraju.
Zawsze chciałam poczuć się w Niemczech jak w domu,jednakże nigdy nie mogłam się tam odnaleźć.
W pewnej chwili bawarczyk zawołał mnie siedząc na małej huśtaweczce. Podeszłam i usiadłam obok niego.
Miałam dziwne wrażenie, jakbym kiedyś już tu była, i miałam rację.
Gdy byłam malutka i mama jeszcze żyła przychodziłam na ten placyk.
Nagle wszystko stało się dla mnie jasne.
Nie mogłam się tu odnaleźć po stracie mamy. A cały ten kraj kojarzył mi się tylko ze śmiercią i ogromnym smutkiem.

Szybko chwyciłam za sznurki od huśtwaki i zaczęłam kołysać nogami.
Przypomniały mi się wszystkie dobre wspomnienia związane z Niemcami.
Przez chwilę zapomniałam o wszystkich złych rzeczach,które mnie tu spotkałały i próbowałam wydobyć z mojej głowy te dobre wspomnienia.
-Czyżby coś Ci się tutaj spodobało? - zapytał szczęśliwy Mario.
-Wiesz co, chyba tak. -stwierdziłam wesoło patrząc na twarz chłopaka.
I stało się, miałam nie patrzeć na jego oczy, a jednak to zrobiłam.
-Powiedz mi,oczywiście jeżeli mogę zapytać,czy stało się coś takiego, przez co uciekłaś do Lizbony? -zapytał chłopak.
-Mój tata znalazł sobie inną kobietę, i musiałam jechać z nim. Moja mama została tutaj. Kilka dni po naszym wyjeździe zmarła... -rzekłam.
Przyznałam mu się do wszystkiego. Musiałam komuś kiedyś to powiedzieć. W pewnym sensie poczułam się lepiej. Wyrzuciłam z siebie to wszystko co skrywałam głęboko w sobie przez kilka długich lat. Przez dość długi czas siedzieliśmy w ciszy, nie wiem czemu brunet się nie odzywał. Złapał mnie za rękę nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa.
-Przepraszam, że przeze mnie o wszystkim przypomniałaś sobie na nowo. Masz prawo wyzywać mnie od dupków..
-To nie jest twoja wina. Dzięki całej tej sytuacji wyrzuciłam to z siebie. W pewien sposób mi pomogłeś.
Chyba Ci zaufam. Dziękuję.
-Miałabyś ochotę jeszcze raz gdzieś ze mną wyskoczyć? -zapytał nieśmiało Goetze.
-Jak? Że teraz?! - odrzekłam zdziwiona.
-Miałem zamiar iść na parapetówkę u Bastiana. Chciałem, żebyś poszła ze mną...
-Dobrze, ale....boję się.
-Nie ma czego, chodź.

Gdy szliśmy do Bastiana czułam się bardzo dziwnie. Dopiero co zaczęłam w pewien sposób respectować Mario, a on już mnie gdzieś ciąga. Obiecałam sobie, że postaram zmienić swoje nastawienie do niemieckiej społeczności. Rozmawialiśmy ze sobą o ewentualnym opuszczeniu imprezy, gdy któreś z nas poczuje się dość niezręcznie, lub strasznie.
Szliśmy całkiem długo, a cisza, która nastała między nami wydawała się wydłużać drogę.
Gdy trafiliśmy przed dom bawarskiego piłkarza Mario złapał mnie za rękę i weszliśmy.
W pomieszczeniu było wielu ludzi, nikt nie zwracał na nas uwagi, i z tego byłam zachwycona. Mogliśmy spokojnie zająć się pielęgnowaniem naszej świeżej znajomości. Rozmawialiśmy,poznałam go bardziej, i przez moją głowę przeszła myśł nie każdy Niemiec musi być głupi!!!
Moje zadowolenie, jak sama zdążyłam się przyzwyczaić,nie mogło trwać wiecznie.
Po dłuższej chwili rozmawiania dołączył do nas gospodarz-Bastian.
-Goetze, nie mówiłeś,że masz dziewczynę. I to taką śliczną.-rzucił Schweisteinger.
-To nie moja dziewczyna, tylko znajoma. -odparł rozdrażniony Mario.
-No właśnie, przecież ty nie miałbyś takiej ładnej laski, ani żadnej innej. -dodał do poprzedniej wypowiedzi Bastian.
-Laskę to może Ci pedał zrobić mój drogi.
-warknęłam.
-Widzę, że grasz ostro. Napij się, będzie Ci lepiej. Do Ciebie wrócę później. -rzekł gospodarz.

Bastian odszedł do reszty swoich gości, aby "oświecać" ich swoim blaskiem.
Mario poklepał mnie po plecach, rzucił tylko nie przejmuj się nim, i poszedł Po alkohol.
Z każdym kolejnym drinkiem coraz bardziej porzucałam moje zasady dotyczące zerkania w oczy Goetze.
Przyjmując kolejne promile coraz bardziej zatapiałam się w bawarczyku.
Atmosfera pijanych,rozbawionych ludzi coraz bardziej zaczęła mi się udzielać.
Nie mogłam powiedzieć niczego bez śmiania się. Nie tylko mi alkohol zbyt mocno uderzył do głowy, Mario i reszta gości dawno nie mogła stać z nietrzeźwości. Coraz bardziej zalewaliśmy się trunkami, i coraz mniej panowaliśmy nad naszymi czynami.
Gdy Mario mnie objął nawet nie postanowiłam stawiać oporu.
Usiadłam na jego kolanach i wtuliłam się w jego duże ramiona.
Przeczesałam jego brązowe włosy i słuchałam jego szeptu,bardzo przyjemnego szeptu.

sobota, 28 marca 2015

Urywek pierwszy

The story of my life, i give her hope.

Wychodząc z lotniska zauważyłam mojego 'ukochanego' braciszka.
Miałam nadzieję, że moja eksmisja z domu rodziców to tylko idiotyczny żart - myliłam się. Z pięknej i słoczecznej Lizbony trafiłam do obrzydliwego, szwabskiego Monachium....
Od małego gdy słyszałam język niemiecki robiło mi się słabo,a teraz musiałam mieszkać w tym Faszystowskim kraju.
Manuel, od zawsze był chamski i arogancki, a teraz będę musiała dzielić z nim mieszkanie i życie.
-Jeżeli spóźnię się przez Ciebie na trening, to ci powytrącam ręce. - warknął Neuer.
-Muszę jechać z Tobą do tych wrednych Szwabów? -zapytałam z wielkim wyrzutem.
-Nie zapominaj, że sama jesteś Niemkom, to, że zmieniłaś imię i nazwisko nie czyni z Ciebie kobiety innej narodowości.- rzekł niebieskooki odjeżdżając z parkingu.
Przemieszczaliśmy się dość wolno,ze względu na zakorkowane uliczki bawarskiego miasta.
Patrząć na wszystkie domki wybudowane w stylu przedwojennym wywoływały u mnie wielką frustrację.
Specjalnie wyjechałam z Niemiec, żeby do nich nigdy nie wracać, jak widać mój koszmar się spełnił.
Gdy dojechaliśmy do ogromnego stadionu przypomniałam sobie kolejny koszmar dzieciństwa- mecze piłki nożnej.
Nie podniecam się dwudziestoma dwoma facetami biegającymi za piłką,przepraszam.
Ojciec i Manuel zawsze zabierali mnie ze sobą, mojej szczerej niechęci.
Wchodząc do środka przeszedł mnie dreszcz. Gdy wychodziłam z tunelu i wchodziłam na trybunę miałam kolejny, już trzeci powód do niezadowolenia.
Mianowicie byli nim koledzy mojego braciszka. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na kawałek mięsa, typowi faceci.
Obserwowałam ich wszystkich, mokrzy, śmierdzący Niemcy.
Każdy z nich miał ten sam wredny i prześmiewczy wyraz twarzy.
Zasnęłabym, gdyby centralnie nad moją głową nie przeleciała piłka.
-Entschuldigung Schönheit!*- krzyknął jeden z piłkarzy.
-Arschloch!*- krzyknęłam, i nagle wszyscy spojrzeli na minę kolegi z drużyny, który omal nie obił mi twarzy.
Z jednej strony, był bardzo wściekły. Zazwyczaj chyba nie słyszał od kobiet, że jest dupkiem. Jednakże z drugiej strony był zadowolony,że ktoś odważył się użyć wyzwisk w jego kierunku.
Bawarczykom jak widać bardzo się to spodobało, bo za każdym razem gdy koło mnie przebiegali bardzo się uśmiechali.
Bóg chyba jednak mnie kochał, bo w pewnej chwili przerwał męczarnie i piłkarze weszli do szatni. Wstałam z miejsca i podeszłam pod szatnię, z której to niespodziewanie wyszedł mój 'kolega' fruwających piłek.
Stanął przede mną,i bardzo dziwnie mnie obserwował. Liczyłam, że wykrztusi z siebie jakiekolwiek słowo, a ten nic.
Lekko się uśmiechnął i podał mi rękę.
-Mario, przepraszam za tą piłkę. - rzekł brunet.
-Nie rób tego nigdy więcej, jeśli dalej chcesz mieć powodzenie u kobiet. Jestem Anita.
- Mam nadzieję, że u Ciebie też będę miał powodzenie. - rzekł chłopak delkatnie przymrużając lewe oko.
-Widzę, że poznałeś już Martę, to znaczy Anitę. Nie powinienem używać twojego starego imienia, ale wiem, że go nienawidzisz siostrzyczko. - rzucił Neuer czochrając mnie po głowie.
-Jesteś siostrą Manuela?! - krzyknął Mario.
-Tak, właściwie to nazywam się Marta Neuer.
-Nie wierzyłem, że Manuel może mieć siostrę, i to taką ładną. On jest raczej brzydawy. - powiedział śmiejąc się głośno.
-Dziękuję?-rzekłam do Götze.
-Nie ma za co Anito....Umówisz się ze mną?

*1) Entschuldigung Schönheit! - przepraszam piękna
*2) Arschloch - dupek.

piątek, 27 marca 2015

bohaterowie


Anita Nawrocka - 21l,
Don't run away,just tell me that you will stay.

Mario Götze - 23l, 
Written in these walls are the stories, that I can't explain.