The story of my life, i give her hope.
Wychodząc z lotniska zauważyłam mojego 'ukochanego' braciszka.
Miałam nadzieję, że moja eksmisja z domu rodziców to tylko idiotyczny żart - myliłam się. Z pięknej i słoczecznej Lizbony trafiłam do obrzydliwego, szwabskiego Monachium....
Od małego gdy słyszałam język niemiecki robiło mi się słabo,a teraz musiałam mieszkać w tym Faszystowskim kraju.
Manuel, od zawsze był chamski i arogancki, a teraz będę musiała dzielić z nim mieszkanie i życie.
-Jeżeli spóźnię się przez Ciebie na trening, to ci powytrącam ręce. - warknął Neuer.
-Muszę jechać z Tobą do tych wrednych Szwabów? -zapytałam z wielkim wyrzutem.
-Nie zapominaj, że sama jesteś Niemkom, to, że zmieniłaś imię i nazwisko nie czyni z Ciebie kobiety innej narodowości.- rzekł niebieskooki odjeżdżając z parkingu.
Przemieszczaliśmy się dość wolno,ze względu na zakorkowane uliczki bawarskiego miasta.
Patrząć na wszystkie domki wybudowane w stylu przedwojennym wywoływały u mnie wielką frustrację.
Specjalnie wyjechałam z Niemiec, żeby do nich nigdy nie wracać, jak widać mój koszmar się spełnił.
Gdy dojechaliśmy do ogromnego stadionu przypomniałam sobie kolejny koszmar dzieciństwa- mecze piłki nożnej.
Nie podniecam się dwudziestoma dwoma facetami biegającymi za piłką,przepraszam.
Ojciec i Manuel zawsze zabierali mnie ze sobą, mojej szczerej niechęci.
Wchodząc do środka przeszedł mnie dreszcz. Gdy wychodziłam z tunelu i wchodziłam na trybunę miałam kolejny, już trzeci powód do niezadowolenia.
Mianowicie byli nim koledzy mojego braciszka. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na kawałek mięsa, typowi faceci.
Obserwowałam ich wszystkich, mokrzy, śmierdzący Niemcy.
Każdy z nich miał ten sam wredny i prześmiewczy wyraz twarzy.
Zasnęłabym, gdyby centralnie nad moją głową nie przeleciała piłka.
-Entschuldigung Schönheit!*- krzyknął jeden z piłkarzy.
-Arschloch!*- krzyknęłam, i nagle wszyscy spojrzeli na minę kolegi z drużyny, który omal nie obił mi twarzy.
Z jednej strony, był bardzo wściekły. Zazwyczaj chyba nie słyszał od kobiet, że jest dupkiem. Jednakże z drugiej strony był zadowolony,że ktoś odważył się użyć wyzwisk w jego kierunku.
Bawarczykom jak widać bardzo się to spodobało, bo za każdym razem gdy koło mnie przebiegali bardzo się uśmiechali.
Bóg chyba jednak mnie kochał, bo w pewnej chwili przerwał męczarnie i piłkarze weszli do szatni. Wstałam z miejsca i podeszłam pod szatnię, z której to niespodziewanie wyszedł mój 'kolega' fruwających piłek.
Stanął przede mną,i bardzo dziwnie mnie obserwował. Liczyłam, że wykrztusi z siebie jakiekolwiek słowo, a ten nic.
Lekko się uśmiechnął i podał mi rękę.
-Mario, przepraszam za tą piłkę. - rzekł brunet.
-Nie rób tego nigdy więcej, jeśli dalej chcesz mieć powodzenie u kobiet. Jestem Anita.
- Mam nadzieję, że u Ciebie też będę miał powodzenie. - rzekł chłopak delkatnie przymrużając lewe oko.
-Widzę, że poznałeś już Martę, to znaczy Anitę. Nie powinienem używać twojego starego imienia, ale wiem, że go nienawidzisz siostrzyczko. - rzucił Neuer czochrając mnie po głowie.
-Jesteś siostrą Manuela?! - krzyknął Mario.
-Tak, właściwie to nazywam się Marta Neuer.
-Nie wierzyłem, że Manuel może mieć siostrę, i to taką ładną. On jest raczej brzydawy. - powiedział śmiejąc się głośno.
-Dziękuję?-rzekłam do Götze.
-Nie ma za co Anito....Umówisz się ze mną?
*1) Entschuldigung Schönheit! - przepraszam piękna
*2) Arschloch - dupek.
.jpg)
