Otwierając oczy obserwowałam pokój w którym się obudziłam. Rozglądałam się ostrożnie, i szybko zauważyłam rękę obejmującą moją talię.
-O cholera.- pomyślałam.
Szybko się odwróciłam i zobaczyłam Goetze, leżącego bez żadnych ubrań, obejmującego mnie w pasie.
Spojrzałałam na niego. W jednej chwili miałam ochotę przytulić się do jego szyi, a z drugiej strony miałam ochotę dać mu w twarz, i uciec. Nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego.
Ubrałam na siebie wczorajsze ubrania i cicho płakałam pod drzwiami łazienki.
Liczyłam,że uda mi się szybko wyjść z pomieszczenia i, że Mario nie będzie pamiętał niczego z imprezy.
Na moje nieszczęście chłopak wstał szybciej niż myślałam, i nie zdążyłam uciec.
Bawarczyk szybko ubrał spodnie, i usiadł koło mnie.
-Jeżeli powiedziałem coś w złym tonie, lub zrobiłem coś nie po twojej myśli, to przepraszam. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. Słyszysz? Nie zrobiłaś niczego złego. - wyszeptał cicho brunet.
Odsunęłam głowę od jego szyi, i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek, który chłopak szybko odwzajemnił.
-Chodź, jedziemy do mnie.
Krótką chwilę później obydwoje siedzieliśmy w kuchni. Ubrałam na siebie bluzę piłkarza, i poprosiłam go o kubek ciepłej herbaty. Co chwila zerkałam na niego, i na kubek wrzącego napoju.
-Przepraszam....Nie powinnam.-rzekłam wpatrując się w ziemię.
-Czemu? Nie rozumiem.-zapytał zdezorientowany piłkarz.
-Wczoraj pijana omal nie ucałowałam Cię na śmierć, a dzisiejszego ranka nie mogłam na Ciebie patrzeć. Zachowałam się jak dziwka, czego tu nie rozumieć?
-Przystań. Wiem, że ta cała sytuacja Cię przerosła. Nie wracaj do domu i zostań tutaj,narazie na kilka dni, a potem się zobaczy.
Nawet nie odmawiałam, on miał rację.
Ta sytuacja mnie przerosła,więc musiałam sobie z nią poradzić.
Gotze najwyraźniej był zdolny dla mnie do wszystkich poświęceń, więc ja też będę.
-Chodź napij się ze mną, przejdzie Ci.-rzucił zdezorientowany Goetze.
-Nie mam ochoty,nie mogę.-westchnęłam.
Długo staliśmy w ciszy, żadne z nas nie złożyć żadnego zdania, i zadać go do siebie. Stałam blisko Mario, jednak nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Patrzyłam się na niego z miną bezdomnego psa, ciężko wzdychając.
Jemu prawdopodobnie słowa także nie chciały złożyć się w żadną całość. Obserwował szklankę z napojem, nawet na mnie nie spójrzał.
-Mario, jesteś szczęśliwy? -zapytałam ciężko.
-Czy jestem? To chyba najgłupsze pytanie jakie mogłaś zadać. Jestem zadowolony,że się do mnie przekonałaś. To miłe, że jestem jedynym Niemcem, na którego nie patrzysz z wyrzutem. Ujmę to tak, może nie szczęśliwy, a zadowolony. Na szczęście przyjdzie jeszcze czas.
A ty, jesteś szczęśliwa, albo chociaż zadowolona?-zapytał bawarczyk rzucając mi ciężkie spojrzenie.
-Co ja Ci mogę powiedzieć? Musiałam wyjeżdżać, moja mama nie żyje, mój brat to największy melepeta tego świata, nawaliłam się jak dzika, i przespałam się z Tobą...Moje życie to jeden wielki zbiór porażek, które nie mają końca. Z czego ja mam być szczęśliwa?!
-Skoro uważasz, że całe twoje życie to seria porażek, to w takim razie to, co dzieje się między nami także jest jedną z porażek twojego życia?- warknął z niesmakiem piłkarz.
-To nie tak miało zabrzmieć,Mario.
Nasze sporkanie było jedynym pozytywnym aspektem mojego życia.-wybełkotałam.
-Właśnie,było....im szybciej się zaczęło,tym szybciej się skończy. Nie sądzisz?- zapytał.
-Nie łap mnie za słówka, Mario.
Doskonale wiesz,że nie jest tak jak mówisz.
Kompletnie nie masz racji. Jestem bardzo zadowolona,że mogłam spędzić z Tobą chwilę swojego życia.
Nic nie mówił. Stał w miejscu i chwilami zerkał na mnie. Jego twarz była bardzo skamieniała, nie wyrażała żadnych uczuć. Dalej trzymał w dłoni szklankę,teraz wydawała mu się prawie wypadać. Spuściłam głowę i podeszłam do balkonu. Nad Monachium pojawiły się ciemne chmury i deszcz. Cóż za ironia losu. Patrzyłam na chmury, z których gwałtownie spadały krople deszczu. Tak samo zachowywały się moje oczy.
Gwałtownie wyrzucały łzę za łzą.
-Jasna cholera! Nie powiesz niczego?! Dalej będziesz tak stał jak zamrożony?-krzyknęłam odwracając się w stronę klubowej 19-nastki.
-Skoro ja mam nie łapać Cię za słówka,to ty nie łap mnie za sercę.-rzekł Mario upuszczając szklankę na ziemię.
Odłamki szkła porozpadały się na całą kuchnię, natomiast Goetze szybko opuścił dom.
Zostałam w nim tylko ja,moje łzy i rozbita szklanka, podobnie jak moje serce.
Ojej no :/
OdpowiedzUsuńMusieli się pokłócić? :o ech a już się tak miło robiło.
Rozdział cudowny *,*
Mimo że króciutki to jednak genialny :) idealnie się go czytało ;)
Z niecierpliwością czekam na kolejny urywek<3
Buziaki :****
Warto było czekać!
OdpowiedzUsuńCo prawda, scenariusz z wylądowaniem razem w łóżku, był do przewidzenia, ale ciąg dalszy - kompletne zaskoczenie!
Mario się zakochał, tak samo jak Anita. Ale tą kłótnię bym wycięła i dała do kosza. Goetze oboje mogli utrzymać swoje emocje na wodzy, ale są młodzi i nie zawsze to się udaje.
Buziaki ;**
PS Nadal czekam na komentarz na moim blogu :")
Kochana, znakomity rozdział! :)
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że życie naszej Anity stanęło niejako na zakręcie. Z jednej strony jest Mario, a wszystkie problemy i wartości, w które bezgranicznie wierzy.
Nie dziwię się, że jest rozgoryczona i zła. Jednakże Mario nei powinien barć ją za słówka. Niepotrzebnie też unosił się dumą i honorem. Czasem wystarczy po prostu podkulić ogon. Jednak on tego nie potrafi.
Genialny rozdział, no! :))
Czekam na więcej! ♥
Buziaki! :*
Hej Kochana! :*
UsuńSerdecznie zapraszam na drugą rzeczywistość:
http://wspolnie-odmienmy-rzeczywistosc.blogspot.com/
Buziaki! :*
Czekałam z utęsknieniem. :) No ale szkoda że tak się zakończyło. :( Czekam na nexta. ♥
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny.*_*Ale po co ta kłótnia?;( A miało być tak pięknie,no weź niech szybko się pogodza.;3 Życzę weny i czekam nn.Zapraszam do siebie .;3
OdpowiedzUsuń